Recenzje
Orzech.Wiewiórka, jakby powracając do źródła, przykłada duże znaczenie do muzyki, starannie jednak dobranej do swoich potrzeb. Jej niegdysiejsze pierwszeństwo zostaje tu zastąpione równorzędnym dialogiem. Mimo że zbudowana jest na powtórzeniach, nie pozwala odwrócić od siebie uwagi, jest kompletna i kompatybilna z ruchem.
O najnowszym spektaklu Rafała Dziemidoka pisze Marta Kula.
Kolejne pokazy przedstawienia: 11 września (godz. 20:00) i 30 października (godz. 18:00) w Teatrze Wytwórnia.
Czytaj dalej... wrzesień 1st, 2010
Pierwszym uwodzicielem jest Leszek Bzdyl. To on rozpoczyna grę z publicznością. (…) Co więcej, zdradza publiczności przebieg wydarzeń tego wieczoru, czytając na głos synopsis przedstawienia. Ale tworzy to tylko złudzenie, że widz może poznać jego rozwój. Im bardziej Bzdyl przybliża widzom przebieg akcji, tym mniej publiczność rozumie jej sens. Po pierwsze, przeczytany zarys działań jest schematyczny, a chwilami wręcz zabawny, po drugie – zdarzenia zaczynają się nawarstwiać i zapętlać, stają się coraz bardziej absurdalne i nierzeczywiste, dlatego trudno zrozumieć, co i dlaczego będzie dziać się na scenie.
O Caffé latte teatru Dada von Bzdülöw pisze Anna Królica w “Teatrze” - czytaj całość.
maj 1st, 2010
Widzowie, którzy 20 marca przyszli do Teatru Wielkiego w Poznaniu na spektakl Raimunda Hoghe, nie mogli poczuć się bezpiecznie. Sacre - The Rite Of Spring wywołuje bowiem uczucia tak ambiwalentne, że trudno jest odnaleźć się w pozycji odbiorcy. Oglądając spektakl widz ma wrażenie śledzenia czegoś tak niedostępnego, że nie wie, jak się do tego odnieść. Raimund Hoghe tworzy ruch w oparciu o Święto Wiosny Igora Strawińskiego, dzieło z najwyższej muzycznej półki, niosące w sobie potężną dawkę emocjonalności i siły konstrukcji formalnej.
O spektaklu Sacre- The Rite of Spring Raimunda Hoghe pisze Marta Kula.
Czytaj dalej... kwiecień 15th, 2010
W Caffé latte muzyka „żyje” nie tylko dzięki obecności muzyków na scenie. Improwizacja jako element formotwórczy szczególnie podkreśla „tu i teraz”, tworzy przestrzeń znaczeń wolną od planowania, fabularyzowania. Jest to przedstawienie prowadzone i w dużej mierze kształtowane przez muzykę, która elastycznie, w odniesieniu do aleatoryzmu, porusza się w określonych ramach. Trzeba wyraźnie podkreślić znaczenie muzyki wykonywanej przez świetnych improwizatorów, którzy zdają się prowadzić tancerzy przez swój język. Muzyka jest znacznie mocniej ugruntowana w improwizacji niż ruch, a obserwacja poszukiwania między nimi dialogu zmusza widza do ciągłej uwagi. Patryk Zakrocki i Paweł Szamburski dzięki praktyce improwizacji z pełną gotowością wchodzą w to zadanie i dają zastrzyk w nową, pełną spontaniczności, niewymuszonej lekkości, swobody i poczucia humoru formę. Dada zaś wyprowadza w pole widza, który spodziewał się klarownego obrazu wzorem z wcześniejszych realizacji Caffé latte jest napojem do wypicia w całości, ale po trochu, leniwie. Z dobrego ziarna, dobrze zmielone, kuszące pełnym aromatem.
Caffé latte grup SzaZa i Dada von Bzdülöw, prezentowane w ramach wrocławskich Wibracji Tanecznych, recenzuje Marta Kula.
Czytaj dalej... luty 15th, 2010

Publiczność nie jest zatem w stanie pominąć realności ciał wykonawców, poddawanych aktom wzajemnego okrucieństwa. Przyznanie widzom statusu biernych obserwatorów, zawłaszczających sceniczną rzeczywistość mocą voyerystycznych spojrzeń, powoduje niemożność pomocy i ingerencji, wzmagając nie tylko poczucie bezradności, ale i pasywnego współuczestnictwa. Tym samym stajemy się współodpowiedzialni za ów świat obustronnych prześladowań i samonapędzającej się spirali przemocy. W 100 Wounded Tears obranej artystów estetyki nie da się zatem oddzielić od problematyki etycznej.
O przedstawieniu 100 Wounded Tears DOT 504, prezentowanym w ramach warszawskiego Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Akcji ROZDROŻE w listopadzie 2009 r, pisze Julia Hoczyk.
Czytaj dalej... luty 13th, 2010
W pewnym sensie Kra wpisuje się w nurt lecture performance, jednak - w odróżnieniu od analogicznych spektakli Xaviera Le Roy, Eszter Salamon czy Edyty Kozak, którzy opowiadali o swojej twórczości cytując fragmenty gotowych spektakli i konteksty - Rafał Dziemidok wykorzystuje ścinki dotychczas niewykorzystanych pomysłów, skrawki które pozostały po właściwych „produktach” procesu twórczego. Poddaje je swoistemu recyclingowi - tworząc oryginalny „negatyw” swej dotychczasowej twórczości. Podobno najwięcej o człowieku mówią jego odpadki… W Krze Dziemidok ukazuje nam przez nie obraz indywidualnej choreograficznej kuchni - mniej dążąc do wypowiadania prawd na temat tańca w ogóle czy formułowania uniwersalnych manifestów , a bardziej - swojej własnej drogi.
O Krze Grupy Artystycznej Koncentrat pisze Witold Mrozek.
Fotografie: Marta Ankiersztajn, materiały prasowe zespołu.
Czytaj dalej... styczeń 20th, 2010
Wrocławski cykl „Wibracji Tanecznych” zainaugurował performans Harakiri Farmers We are oh so Lucky. Kolektyw, złożony z choreografki/tancerki/aktorki – Dominiki Knapik oraz dramaturga i doktora socjologii – Wojtka Klimczyka, zaprosił tym razem do współpracy również aktorów: Klarę Bielawkę i Mariusza Zaniewskiego oraz reżyserkę Anę Brzezińską. Tytuł spektaklu odsyła do jednej z postaci najsłynniejszego dramatu Samuela Becketta - Czekając na Godota.
O Oh we are so Lucky Harakiri Farmers pisze Witold Mrozek.
Czytaj dalej... styczeń 18th, 2010
I solo ment Ann van den Broek ma sobie pewną wzniosłość w sposobie ujmowania relacji, rozumianych jako uczucia, pomiędzy postaciami. Możliwe, że ukazanie tej historii w perspektywie śmierci jednego z bohaterów nadaje jej szczególne znaczenie. Trzeba jednak zaznaczyć, że nie ma w niej niczego z taniego love story, mimo że spektakl tematycznie właśnie oscyluje wokół tego schematu - jest historią pewnej miłości, nieszczęśliwej – bo przerwanej przez śmierć. Może na tym polega geniusz niektórych artystów, że opowiadając proste historie - wszystkim znane i wcale nieoryginalne, potrafią odkryć w nich coś, co zmienia widza. Ann van den Broek ma ten dar.
O I solo ment Ann van den Broek pisze Anna Królica.
Czytaj dalej... styczeń 16th, 2010
Wśród wielu rzeczy, których w Polsce nie ma, znajduje się także kino tańca. Jest u nas za to Fundacja „Kino Tańca”, która organizowała w Łodzi parokrotnie festiwal o tej samej nazwie, prezentujący przede wszystkim zagraniczne dokonania w tej dziedzinie. W roku 2007 Fundacja współtworzyła również – wraz z Teatrem Tańca ARKA - blok „Nowe Horyzonty Tańca” w ramach festiwalu Era Nowe Horyzonty; jej prezeska, Sonia Nieśpiałowska-Owczarek podjęła wówczas próbę zgromadzenia polskich filmów tańca. Trudno było nazwać ją udaną – z próżnego i Salomon nie naleje… Obok kilku studenckich etiud, w których albo taniec zdawał się być tylko efektownym dodatkiem, albo dramaturgia pozostawiała wiele do życzenia, zwracały uwagę dwie krótkometrażówki, które taniec łączyły z animacją komputerową – Osiem i Femme Fatale. Ich autorką była Daria Kopiec, wówczas studentka Wydziału Operatorskiego łódzkiej „Filmówki”. Dwa lata później, podczas polskiej premiery w warszawskim Centralnym Basenie Artystycznym, Daria Kopiec wystąpiła jako autorka filmu Zuzanna.
O początkach polskiego filmu tańca pisze Witold Mrozek.
Czytaj dalej... styczeń 14th, 2010
Na początku Joanna Czajkowska stoi na scenie nieruchomo, jej kończyny zaczynają drgać, drgania przechodzą w nieznaczne, powtarzane ruchy – przy akompaniamencie elektronicznej, minimalistycznej muzyki. Zakreśla ręką i nogą zapętlone figury w przestrzeni i na podłożu, wreszcie ten mikrotaniec obejmuje całe ciało. Powiększenie, kolejne już solo, które Czajkowska zrealizowała w ostatnim czasie pod szyldem sopockiego Teatru Okazjonalnego, zaskakuje początkowo minimalizmem, który – z wyjątkiem inscenizacji Beckettowskiego Kwadratu – raczej nie cechował dotąd sopockich artystów. Zarazem nie traci tego, co charakteryzowało Okazjonalny od dawna – zamiłowania do teatru w tańcu, tu posuniętego do gry z teatralnością przedstawienia. To ona łączy kolejne obrazy.
O Powiększeniu Joanny Czajkowskiej pisze Witold Mrozek.
Czytaj dalej... grudzień 30th, 2009
Poprzednie